SZERYF RODZINNY

Sierżant sztabowy Stanisław Wawryk, znany w całej Polsce jako szeryf z Mircza, adoptował dwójkę dzieci
Ania ma cztery lata, a Jacek - sześć. Są rodzeństwem. Zanim trafiły do domu sierżanta Wawryka, przeszły gehennę. Ich biologiczna matka nie stroniła od alkoholu. Pół roku temu została skazana na kilka lat pozbawienia wolności. Ojciec dzieci nie żyje.
Wawryk - czterdziestoletni mężczyzna słusznej budowy ciała, o tubalnym głosie - u jednych wzbudza strach, u innych szacunek. Mieszkańcy gminy Mircze i Dołhobyczów nazwali go szeryfem. W tym roku będzie obchodził 25-lecie pracy w policji. Ma na swoim koncie mnóstwo dyplomów, nagród. Cieszy się uznaniem bezpośrednich przełożonych, a nawet Komendy Głównej Policji. Jest rekordzistą w łapaniu pijanych kierowców - zatrzymuje ich ponad stu rocznie. Swoim wynikiem bije na głowę wszystkich funkcjonariuszy w kraju.
- To jeden z najskuteczniejszych dzielnicowych - mówią funkcjonariusze z KWP w Lublinie. W 2004 r. otrzymał pięć nagród specjalnych za szczególne osiągnięcia w pracy.
Do pełni szczęścia brakowało mu tylko pełnej rodziny z gromadką dzieci. Od 17 lat z żoną Dorotą starali się o potomstwo. Bez skutku. Jeździli do różnych lekarzy, nawet trafili do prywatnej kliniki leczenia bezpłodności. Gdy dowiedzieli się, że zapłodnienie in vitro (dające w ich przypadku jedynie 30 proc. szans) to wydatek rzędu 20 tys. zł, nie mieli już wątpliwości. Postanowili adoptować dwójkę dzieci.
au
- To jeden z najskuteczniejszych dzielnicowych - mówią funkcjonariusze z KWP w Lublinie. W 2004 r. otrzymał pięć nagród specjalnych za szczególne osiągnięcia w pracy.
Do pełni szczęścia brakowało mu tylko pełnej rodziny z gromadką dzieci. Od 17 lat z żoną Dorotą starali się o potomstwo. Bez skutku. Jeździli do różnych lekarzy, nawet trafili do prywatnej kliniki leczenia bezpłodności. Gdy dowiedzieli się, że zapłodnienie in vitro (dające w ich przypadku jedynie 30 proc. szans) to wydatek rzędu 20 tys. zł, nie mieli już wątpliwości. Postanowili adoptować dwójkę dzieci.
au